Pokazywanie postów oznaczonych etykietą światowa ekonomia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą światowa ekonomia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lutego 2012

Kryzys ma jedno oblicze


Kryzys ekonomiczny jest skutkiem samoregulacji rynkowej, jak też i dziełem rąk ludzkich, i jak każdy "produkt" ma swoje wady i zalety (zobacz starszy artykuł Technochronika: Rynek to nie Idylla).
Obserwując zjawisko kryzysu nie można wyjść z podziwu, jak precyzyjnie działa wciąż mechanizm samoregulacji rynkowej. Nie można też wyjść z podziwu, jak to głupota ludzka i głupota rządów potrafi opanować tyle krajów. Sztucznie generowane pieniądze bez pokrycia, wybujałe świadczenia socjalne, czy dany kraj na to stać czy nie – i nagle robi się wielki problem.

Od lat Ameryka była pośmiewiskiem całego świata, a zwłaszcza nacji europejskich, jak to „w wielkiej, zaborczej, imperialistycznej Ameryce”, wiele osób klepie biedę, wiele osób nie ma ubezpieczenia, jak to Amerykanie nie wiedzą jak żyć i jak używać życia, i to przejawia się w żenująco krótkich urlopach i żenująco małej ilości wolnych dni statusowych (świąt), na koszt państwa/pracodawcy.
Dzisiaj niestety to już przeminęło z wiatrem. Ameryka bardzo się poprawiła i zbliża się wielkimi krokami do Europy w świadczeniach społecznych. Skutek – wielki kryzys...
Porównanie to jest oczywiście przesadzone i uproszczone, ale taką dzisiaj wybrałem linię porównawcza w różnicach między kapitalistyczną (byłą) Ameryką i „socjalistyczną” Europą.
 
Abstrahując od porównań socjo-politycznych, realia kryzysu są bardzo wymierne. Społeczeństwo cierpi na brak pracy, upada business, stagnacja mysli technicznej, rozmachu, wstrzymane inwestycje, utrata domów przez zwykłych obywateli, itd. Bańka mydlana pęka, i miliony osób to czują... i cierpią.

A w Europie? Zabiegi „Merkozy'ego” ratowania Grecji są bardzo usilne, ale dotychczasowe rezulaty były raczej mierne. Ciekawe czym się skończy ostatnie zapewnienie rządu greckiego i porozumienie narodowe (to się jeszcze okaże), że naród musi trochę „pocierpieć” i zacisnąć pasa, jeśli dalej chce pozostać w błogostanie strefy ochronnej Unii.


 

Ale być może, że oprócz dorobku kultury greckiej, pięknej i bogatej spuścizny kultury hellenistycznej, pięknej Heleny i konia trojańskiego, być może kryzys grecki jest jednym z najważniejszych dorobków tego narodu. Dorobku, który powinien służyć całemu światu jako memento, jakie to konsekwencje oczekują każdy naród, który zaadoptuje ideologię ‘sierpa i młota’ – jakkolwiek by tej ideologii nie przemianować lub zaowalować.

Kryzys grecki uczy, jaka ważna jest świadomość polityczna narodu, i zdrowy narodowy rozsądek. Uczy jak to nie można odpuścić ani jednej piędzi politykom i kandydatom na wodzów państwa, jak ważne jest świadome uczestnictwo każdego z nas w ukierunkowywaniu polityki kraju, uczestnictwo w głosowaniu, aby nie dopuścić oszołomów do koryta. Jak to trzeba mieć się na baczności i nie dać się ponieść utopijnym trendom „vox populi”, wyśpiewywanych z ambon politycznych w każdym zakątku świata przez różnych obamów, bushów, rydzyków, jarkaczów....

...

Ameryka ma wieksze szanse niz Europa na szybkie wyjście z kryzysu (już to się dzieje). Nie ma tutaj tylu odrębnych rządów i wyodrębnionych kultur. No i w dalszym ciągu mamy wciąż wielką nadzieję, że rząd Obamy, jak też i rządy jego poprzedników – Demokratów i Republikanów, nie zniszczyły do końca zdrowych struktur kapitalizmu i wolnej ekonomii.

Jak na razie Polska za bardzo nie ucierpiała z powodu kryzysu. Kraj nasz bardzo skorzystał z przystąpienia do Unii. W dalszym ciągu zachowaliśmy progresywną politykę umiarkowaności, która jak do tej pory nie zraziła w sposób drastyczny naszych unijnych partnerów.
Jak na razie pomimo wielkich trudności i perturbacji finansowych i ekonomicznych w Europie, Polska w dalszym ciągu się rozwija. Budujemy autostrady, szybką kolej, lotniska, stadiony...

Pytanie czy tak będzie zawsze? Być może musi nadejść czas na weryfikację naszej pozycji co do przynależności do Unii – wiele wiodących krajów europejskich stawia sobie właśnie takie pytanie.

wtorek, 8 listopada 2011

Czarne chmury wciąż gęste


Dane z dnia 27.10.11 na temat stanu ekonomii amerykańskiej w trzecim kwartale 2011, opublikowane w Wall Street Journal, nie napawają do zbytniego optymizmu.
Oto co podają:

Rzeczywisty dochód średniego obywatela amerykańskiego spadł o następne 1.7% w trzecim kwartale.

Stopa wydatków konsumpcyjnych (consumer spending) wzrosła co prawda o 2.4%, ale odbyło się to kosztem obniżenia stopy oszczędnościowej o 4.1%

Consumer Confidence Index (Indeks Zaufania Konsumentów) w trzecim kwartale wynosił zaledwie 39.8. Należy nadmienić, że wskaźnik ten był na najniższym poziomie: 25.3 podczas recesji w lutym 2009.

Dla przykładu: wrześniowy Consumer Confidence Index polskiego konsumenta wynosił 86.42 (niewielki wzrost w stosunku do poprzedniego miesiąca).

Według norm amerykańskich, uważa się że ekonomia jest zdrowa, jeśli Consumer Confidence Index wynosi powyżej 90 punktów (w USA była to często liczba trzycyfrowa).


Wnioski

- Na podstawie ‘Consumer Confidence Index’ amerykańska ekonomia wciąż jest na samym dole. Za to ekonomia polska ma się całkiem dobrze – prawie na ‘zdrowym’ poziomie.

- Mimo wzrostu wydatków konsumpcyjnych (kosztem oszczędności), ekonomiści wyrokują, że niestety nie jest to tym razem wskaźnik że coś idzie na lepsze. Tradycyjnie trzeci kwartał, a zwłaszcza czwarty kwartał (okres świąteczny) cechują się wzrostem stopy wydatków konsumpcyjnych.

- Prognozy wskazują, że wskaźnikowo USA wejdzie w następną recesję po Nowym Roku...

...

Według mnie, nigdy z niej nie wyszła...

...Oby tylko do wyborów

piątek, 4 listopada 2011

Społecznościowość, patriotyzm... i bottom line

Ciekawy jest ten Twój artykuł Kapitalizm i społecznościowa neutralność technologii. Wiele w nim racji i wiele słusznych opinii. Trudno się nie zgodzić z tezami, że to co społecznościowe powinno być popierane przez konsumentów, ale...

Przeciętny konsument kieruje się ceną i jakością, a trend społecznościowo-ekologiczny raczej widzi na dalszych miejscach przy podejmowaniu decyzji kupna. Ale jak wiemy forsują (rządy socjalistyczne i totalitarne) ludzi do pewnych wyrobów, jakoby w obronie środowiska. Jak zawsze, trzeba wziąć pod uwagę siły przyzwyczajenia, które wymagają czasu, żeby zaakceptować pewne nowości.

Kiedyś denerwowały mnie te nowe żarówki, że po włączeniu trzeba czekać dobrą minutę zanim się rozgrzeją i zaczną świecić pełnym blaskiem. W niskich temperaturach to zjawisko się przedłuża. Wadą jest, że trudno je ściemniać, co jest pożądane w lampach na stolikach nocnych, przy komputerowych monitorach itp.

Ale przecież wyrosłem na radiach lampowych i też się czekało aż katody lamp się rozgrzeją zanim zacznie być cokolwiek słychać – i nikt wtedy nie narzekał!Pokazały się diodowe żarowki z gwintem jak w normalnych, ale są cholernie drogie i nie wiadomo jak świecą. Obejrzałem parę w Costco i w Home Depot, ale nie było zapalonych na wystawie... a nikt nie zaryzykuje $39 za żarówkę, która nie wiadomo jak jasno świeci. Kiedy ona sie zamortyzuje? Ale i one stanieją do poziomu kilku $/sztukę.

Po komputerach Apple spodziewam się większej niezawodności, niezależnie od tego że są elegancko wykonane, płaściutkie, portatywne i mają dobrej jakości ostry obraz. O wiele lepsze w stosunku do tego co dają dzisiejsze PC i Microsoft ze swoimi Windowsami. Czy tak jest naprawdę... sam się przekonam dopiero jak kupię iMac'a w zimie tego roku. Mam juz iPod-Touch prawie rok i iPad od marca tego roku i nie bylo na razie żadnej awarii. Jakoś hackerzy nie mają dostępu do applowych produktów... przynajmniej na razie, bo w końcu i to rozpracują.

Sens Twojego artykułu polega na przekonaniu, że Apple produkuje wysysając ostatnie soki z ludzi w krajach, które uchodziły do niedawna za biedne. To na pewno jest czysty kapitalizm i wyzysk, ale trzeba być wielkim patriotą, żeby kupować liche produkty krajowe. Konsument w istocie nie odpowiada za proces produkcyjny, ale wszystko co lepszego mamy obecnie po domach, to pochodzi z wyzysku w fabrykach w Azji. W USA firma Coleman produkuje lampy naftowe. Czy mam w związku z tym przejść z żarowek elektrycznych na te naftówki?

Najekonomiczniejszym okazuje się jak na razie Toyota Prius ( 40 mil/galon po mieście i na autostradach – 1 mpg = 0.425143707 km/litr), ale czemu nasze Fordy hybrydy są 20% drozsze od japońskich, i do tego gorzej wyposażone?

Wolałbym żeby wszystko było produkowane w USA na miejscu rękami ludzi tu zamieszkałych, ale czemu ten Android jest gorszy od Appla? Powinno być odwrotnie, to co tutejsze powinno być lepsze zarowno jak w koncepcji, tak i materiałowo i wykonawczo. Niechby było nawet nieco droższe od importu, ale niech przy tym będzie lepsze!

Niech choćby przykładem będzie czosnek. Ładny, dorodny i tani, a na półce z jarzynami napisane "Product of USA", bo właśnie chiński jest o wiele gorszy. Tak powinno być ze wszystkim.

I tutaj jest rola państwa żeby tak ustawić cło, aby preferować krajowe produkty, oraz centralnie wymusić najlepsze standarty jakości (no dobra... żartuję).

Produkujemy całkiem niezłe lotniskowce, rakiety ziemia - powietrze i sterowane pociski cruise, nowoczesne karabiny, systemy radarowe, samoloty myśliwskie i wiele innych militariów. Czemu nie zrobić czegoś dla zwykłych konsumentów? Owszem zrobiono GPS dla armii a teraz wszyscy z niego korzystają. Czyli można jak się chce!

Ale swoją drogą dobrze że kawiarnie, które odwiedzasz tchną patriotyzmem. A nie tylko sami yuppies świecą gadgetami z Azji, na których widać krew wyzyskiwanych biednych Azjatów....

czwartek, 1 września 2011

Rynek to nie Idylla

Dzięki koledze na Facebooku, wpadł mi w ręce artykuł polskiej Polityki, gdzie po przeczytaniu myśli przewodniej, nie mogłem przejść obok niego obojętnie.


Artykuł napisany przez pana Wawrzyńca Smoczyńskiego, który jest znanym dziennikarzem, publicystą i scenarzystą, jak również redaktorem działu zagranicznego Polityki, i laureatem różnych nagród krajowych z zakresu publicystyki ekonomicznej. Według mnie postać niewątpliwie ciekawa, a do tego jeszcze studia z zakresu egiptologii i językoznawstwa... very cool.

Ale czytając wstęp do artykułu, pióro samo mi się zjeżyło. Tak że trudno panie Smoczyński...

A oto wstęp do jego artykułu:
Madryt, Londyn, Sztokholm, Ateny, Tel Awiw: w krajach rozwiniętych szerzy się bunt młodych. Gniew skupia się na państwach, ale pod pręgierzem powinny też stanąć tzw. rynki. Bo to one straszą społeczeństwa i terroryzują rządy.

Rynki pod pręgierzem! Nieźle! Ale trochę się nie dziwię panu Smoczyńskiemu że tak napisał, bo nie tylko on sam jeden reprezentuje pogląd że rynki powinny stanąć pod pręgierzem. Najbardziej chyba prominentną osobą, która też tak myśli jest obecny Prezydent Stanów Zjednoczonych.
Bardzo mi przykro panie Smoczyński, ale straszenie społeczeństwa i terroryzowanie rządów, to jedna z niesłychanie ważnych, jeśli nie najważniejszych funkcji rynków. Tak zwany rynek powinien być wyrzutem sumienia słabo funkcjonującej gospodarki, jak również i antidotum na rozgrzaną lub przegrzaną  ekonomię. Tak zwany ‘terror rynku’ powinien być samorzutnym mechanizmem samoregulacyjnym ekonomii i ukręconym biczem na różne dziwne poczynania rządowe, jednym słowem mieszanie się w kapitalistyczny system wolno-rynkowy. Bo z definicji, zasady ekonomiczne narzucane przez rząd na rynki nie są zasadami wolnorynkowymi, a właśnie rynek jest tym mechanizmem korekcji (albo kiedyś był). Korekcji przeciwko nierynkowym poczynaniom rządów, lub nawet całych społeczeństw – bo społeczeństwa (my), też potrafimy działać nieracjonalnie, np. zadłużać się, aby żyć ponad stan (czytaj nawet będąc biednym, można żyć ponad obecny poziom naszych możliwości).

Myślę, że mogę wybaczyć panu Smoczyńskiemu, że tak sobie napisał, według mnie dosyć frywolną opinię na temat rynków, jako że jego opinia nie ma namacalnego wpływu na obecną ekonomię. Ale jeżeli podobne opinie wychodzą od prezydentów krajów, to skutki są natychmiastowo odczuwalne, tak jak odczuwają je dzisiaj całe Stany, Europa i świat.
Przypomnienie autora: przesadna regulacja amerykańskiego Wall Street przez obecną administrację jest jednym z punktów zapalnych polityki amerykańskiej, uważana przez większość świata biznesu za czynnik hamujący zdrowe funkcjonowanie ekonomii i rynków.

Autor pisze dalej:
Społeczeństwa buntują się przeciwko państwom, ale źródłem ich niepokoju są tzw. rynki. To one od miesięcy straszą nadchodzącą katastrofą gospodarczą, one też zmuszają rządy do drakońskich cięć socjalnych, a banki centralne do drukowania pieniędzy. W świadomości zbiorowej pojawił się nagle nowy podmiot, wszechwładny, a zarazem bezosobowy, który dyktuje politykę państw i nastroje społeczeństw. Rynki finansowe nie mają do tego żadnego tytułu, ale zdobyły nad światem ogromną władzę: kontrolują koniunkturę, a przez to pomyślność całych gospodarek. A przynajmniej chcą, byśmy tak myśleli.

To by było piękne panie i panowie, gdyby rynki naprawdę zmuszały dzisiejsze rządy to bardziej racjonalnej gospodarki wydatkami, czy też cięciami. A co się tak naprawdę dzisiaj dzieje? Rynki straszą, a rządy próbują być coraz bardziej kreatywne, aby utrzymywać ten sam poziom wydatków czy świadczeń socjalnych (piękna inicjatywa, ale...), mimo nadciągających chmur gradowych. Rezultat: kiedyś kryzysy i samoregulacje szybko przychodziły i szybko przechodziły, a dzisiaj rządy poprzez ich ‘kreatywne’ (nierynkowe) działanie przedłużają tylko agonię – a najbardziej na tym cierpi przeciętny obywatel.
Nieprawdą w powyższym cytacie jest również to, że rynki zmuszają banki centralne do drukowania pieniędzy. Wręcz odwrotnie. To właśnie banki centralne, czyli rząd drukują pieniądze według swoich praw dyktowanych przez własne potrzeby i ideologię (w USA regulowane jest to przez Federal Reserve Board). Jak wiemy, rządowi jest bardzo łatwo usunąć wentyle bezpieczeństwa z maszyn drukujących pieniądze.
A rynki? One po prostu reagują na rządowe poczynania (drukowanie pieniędzy), wystawiając gospodarce laurkę za poczynania rządu (między innymi rządu) w postaci gospodarczego boomu, lub gospodarczego krachu.

A oto następny cytat z artykułu:
 Królowie spekulacji wolą eleganckie wille w Mayfair po drugiej strony Tamizy. Najbardziej utalentowani traderzy pozakładali tam własne fundusze hedżingowe, które obstawiają najczarniejsze scenariusze...

Zapewne pamiętamy wszyscy słynny utwór Pink Floyd – Money ( http://www.youtube.com/watch?v=8_anbEJsr6s ). Według mnie ten fantastyczny utwór ten jest dobrym odzwierciedleniem charakteru rynku. Rynek to nie tylko mechanizm samoregulacyjny, ale koncentracja chciwości i wielu przekrętów – według mnie również ważnych mechanizmów rozwoju.
Tak, to prawda, ktoś się wzbogaci, ktoś straci, ktoś wyskoczy przez okno. Ale rynki są również bardzo pomocne i wręcz nieodzowne aby można było zrealizować epokowe przełomy technologiczne, rozwijać przemysł, lub wręcz całe państwa. Kto powiedział aby jakikolwiek gracz rynkowy (włączając nas, malutkich), pakował się w spekulacje. Są wspaniałe firmy w które można inwestować, które mają fantastyczny management, bez krętactwa, oszustwa i ‘kreatywnej księgowości’. Jest wystarczająco osiągalnej informacji aby uniknąć (z reguły) ryzykownych firm i inwestycji.
Tylko te ryzykowne inwestycje przynoszą oślepiające sukcesy lub katastrofalne straty – jednym słowem chciwość. A chciwość jest napędem rozwoju cywilizacji.
Jak to się mówi po angielsku... ‘Greed is good’, albo po polsku ‘Świat się na pieniądzu i dupie opiera’.

Dalszy cytat:
Rynki są zbyt wielkie, by gracze finansowi mogli dyktować kursy, ale na tyle pobudliwe, że można je rozkołysać byle plotką. Na przykład tą o rychłym bankructwie Société Générale, rozpuszczoną w ubiegłym tygodniu przez dziennikarza „Daily Mail”, który wziął na serio artykuł gatunku political fiction w „Le Monde”. Zanim gazeta przyznała się do błędu, akcje wielkiego banku zanurkowały na jeden dzień o 20 proc.

No i co z tego! Bardzo normalna rzecz. Im gorsza sytuacja ekonomiczna tym większa podatność na plotki i paniki. Ale plotka i panika to też jeden z mechanizmów samoregulacyjnych. Nawet jeżeli akcje solidnej firmy spadną o 20% na jeden lub kilka dni, to jeśli firma jest solidna, to za dzień lub kilka wróci z powrotem do swojej wartości.
Ale faktem jest że szkoda tych wszystkich ludzi, którzy kupili akcje za wysoką cenę, a sprzedają w panice za niską. No coż, ktoś kiedyś powiedział ‘investing in stock market is not for widows or orphans’.
Ale to znowu czysta ludzka chciwość (greed), bo każdy chciałby zarobić 30% na bardziej ryzykownej inwestycji, zamiast 7% na konserwatywnej inwestycji.

Następny cytat:
A przecież rynki nie są ani bezosobowe, ani nadprzyrodzone: to zbiorowość graczy finansowych, a wzrosty i spadki są wypadkową ich decyzji. Wyznawcy rynków wciąż wierzą, że to zderzenie chciwości generuje prawidłowe ceny, a suma nastrojów – właściwy sentyment światowej gospodarki.

Dokładnie – z powodów przedstawionych powyżej.

Na zakończenie chciałbym dodać na usprawiedliwienie pana Smoczyńskiego, że rynek (amerykański) niestety bardzo zgrzeszył. Ingerencja rządu w pomoc zakupu nieruchomości (domów), tym rodzinom, których na to nie stać, a potem pomoc tym rodzinom aby nie zbankrutowały i nie straciły tych domów, zastrzyki finansowe dla ratowania upadającego amerykańskiego przemysłu samochodowego, ochrona banków przed upadkiem, jak również za mocne powiązanie funduszów emerytalnych z ryzykownymi inwestycjami rynkowymi, sprawiły że dzisiejszy rynek nie jest tą czystą formą rynku jaki był przed laty.
A w Europie jest jeszcze gorzej – powiązania rządy – rynek (włączając EU) są z definicji jeszcze większe, co sprawia dużo wyższą wrażliwość społeczną na kwestie rynków i osłabia jego mechanizm działania dla którego był stworzony.

Tak że rynek istnieje, i to istnieje nie bez powodu, czy się to podoba panu Smoczyńskiemu czy nie.
Ciekaw jestem co w zamian pan Smoczyński chciałby zaproponować?... Utopię?

poniedziałek, 4 lipca 2011

Happy July 4th

Dzisiaj amerykańskie Święto Niepodległości. Może więc jest to dla mnie dobra okazja, aby oderwać się na moment od wątku krytykowania systemu amerykańskiego, i w ten jeden dzień w pełni solidarować się z tym krajem, i z jego najbardziej chyba patriotycznym narodem na świecie.
Jako że wydaje się to nieuniknione, że następne lata przyniosą zmiany ekonomiczne na całym świecie, warto właśnie zrobić zdjęcie fotograficzne sytuacji ekonomicznej świata, a zwłaszcza rejonów, które cieszą się największym zainteresowaniem czytelników tego blogu: USA, Polski, i Unii Europejskiej, i za rok zrobić ocenę, w którym kierunku to wszystko idzie.
W ostatnich kilku dniach przed July 4, giełdy amerykańskie miały niesamowity sprint, budząc nadzieję, że może wiedzą one coś o czym my nie wiemy, i że być może sytuacja polityczna i ekonomiczna USA gdzieś tam w najbliższej przyszłości ulegnie poprawie. Dla nas wszystkich uczestników i obserwatorów trudnych i skomplikowanych zmagań ekonomii i polityki amerykańskiej nasuwa się jedno pytanie: jakie będzie to nowe oblicze USA w Nowym Świecie? Być może, że lata amerykańskiego eksperymentu po-Reganowskiego dobiegają końca. Eksperymentu, który chcąc czy nie chcąc, zbliżył USA do globalnej wioski świata, i nadwerężył twarde zasady amerykańskiego ekcepcjonizmu, izolacjonizmu, i ekonomicznego konserwatyzmu. Eksperymentu, który nie wygląda na to że wychodzi Ameryce na dobre.
Myślę, że będzie to niesłychanie interesujące obserwować, czy Ameryka zdoła zatrzymać lawinowy proces socjalizacji kraju i pozostać krajem i przeciw-wagą do innych systemów politycznych i ekonomicznych, które dzisiaj dominują w Azji i w Europie. Jak to zwykle bywa, takie przejście (i w pewnym sensie otwarcie się), stwarza nowe, pozytywne wartości, jak też i negatywne skutki, które całe społeczeństwo amerykańskie tak bardzo dzisiaj odczuwa. Osobiście chciałbym bardzo, aby USA pozostało tym światowym bastionem wolnej ekonomii i wolności osobistej za wszelką cenę, jak też przeciw-wagą do reszty świata.
Przyszłość pokaże, gdzie się te dwa światy spotkają: nadwerężony system wolnej ekonomii amerykańskiej, z systemem proponowany przez Unię Europejską, ze swoim rozbudowanym mechanizmem biurokracji i centralnego planowania (big government, overregulated, social programs blown out of proportion). I jak długo będzie jeszcze trwał fenomen dobrej passy Unii Europejskiej.
Pozwalam sobie więc w tym miejscu na moje prywatne spekulacje. Według mnie USA zastopuje trochę swoje eksperymenty globalne i dalej pozostanie innym krajem w stosunku do reszty świata. Bardziej zbliżonym do reszty świata, ale wciąż innym. I że nastąpi wreszcie ponowny gwałtowny wzrost ekonomii amerykańskiej. Moje spekulacje przewidują również, że lata świetności Unii Europejskiej nie mogą się obyć bez korekcji. Przyszłość pokaże, czy tak korekcja odbędzie się gwałtownie, czy łagodnie.
A Polska? Według mnie, nasz kraj w tym dzisiejszym tumulcie ekonomicznym wyszedł bardzo obronną ręką. Według mnie Polska zdecydowanie umocniła się gospodarczo w stosunku do USA i Unii Europejskiej. Bezrobocie w Polsce na poziomie 8% jest historyczne (niskie). Ale życząc Polsce jak najlepiej trudno nie mieć obaw i niepokoju, że i tutaj musi nastąpić korekcja. Olbrzymi nacisk inflacyjny, niepokojąco wielki dług, i mizerny rząd zmusza do obaw i nastawia na oczekiwanie na samo-korekcję. Oby ta korekcja była jak najłagodniejsza i do opanowania.
Happy July 4th